AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA W CIĄŻY

Zrobiłam na Instagramie małą ankietę i okazuje się, że chcecie, abym zaczęła poruszać na blogu tematy dla przyszłych mam. Długo zastanawiałam się, czy jestem gotowa na tego typu notatki. Summa summarum pomyślałam – w sumie czemu nie? Mamy i mamusie, te oczekujące, świeżo upieczone i te z dużym doświadczeniem, wszystkie powinnyśmy się wspierać i wymieniać doświadczeniami. Prawda? Przecież każda z nas ma na celu to samo – dobro dziecka i szczęście (bobasa, rodziny czy swoje).

Z pewnością, żaden ze mnie specjalista ani autorytet w tej kwestii, ale bardzo często pytacie mnie o aktywność fizyczną w ciąży. Ćwiczyć, czy nie ćwiczyć? A jak ćwiczyć to co?

Moja odpowiedź brzmi – jasne, że ćwiczyć! Oczywiście, jeżeli lekarz zaleci leżenie plackiem, trzeba leżeć. Koniec kropka. Nie zrozumcie mnie źle, nie namawiam Was to permanentnego nieróbstwa, jednak stawka w tej grze jest zbyt wysoka, żeby cokolwiek lekceważyć. Takie przymusowe lenistwo, to i tak mała cena za zdrowie dzidziusia. Moja przyjaciółka niestety należała do tej grupy kobiet, które musiały przeleżeć kilka ostatnich miesięcy ciąży. Z pewnością nie jest to nic przyjemnego. Czy coś stało się jej z tego powodu? Nie ☺ Miała jeszcze większą motywację, aby „po“ wrócić do formy.

Tak czy inaczej, aktywność fizyczna w ciąży ma same dobre strony – najpiękniejsze to ENDORFINY i mocne ciało. Oczywiście, już na samym wstępie, warto sobie uświadomić, że ciąża to nie jest czas na diety, budowanie formy, wytrzymałości czy zmniejszanie obwodów! Treningi przyszłej mamy służą wzmacnianiu ciała, podtrzymaniu formy, a niekiedy też przyczyniają się do ułatwienia porodu i powrotu do formy po nim. Rozpoczęcie aktywności fizycznej w ciąży oraz jej formę NALEŻY skonsultować z lekarzem. Będę powtarzała to, jak mantrę ☺

 

W dzisiejszym poście nie będę opisywała Wam szczegółowego treningu ani polecała konkretnych ćwiczeń – bo kompletnie się na tym nie znam. Chciałam opowiedzieć Wam o czymś innym – o treningu dla mam, w którym miałam przyjemność uczestniczyć (i z pewnością będę uczestniczyć częściej)… ale o tym zaraz.

Do tej pory dużo spacerowałam (zwłaszcza w pierwszych miesiącach ciąży, gdy zbytni wysiłek fizyczny nie jest wskazany), jeździłam na rowerku, bieżnia okazała się wspaniałą alternatywą dla spacerów, gdy na dworze zrobiło się nieprzyjemnie (staram się chodzić po ok. 5 km, aby umilić sobie te spacery nałogowo słucham audiobooków) oraz wzmacniałam mięśnie ramion – aby móc swobodnie nosić dzidziutka i jego dobytek ☺

Ostatnio wybrałam się, na wcześniej wspomniany, trening dla mam – I JESTEM ZACHWYCONA! W treningu tym uczestniczą zarówno przyszłe, jak i świeżo upieczone mamy. Prowadząca dzieli swoją uwagę pomiędzy jedne i drugie instruując jak powinny wykonywać ćwiczenia. Jeśli tempo jest za szybkie, swobodnie możesz zwolnić, napić się wody, złapać oddech – nie ma żadnej rywalizacji, czy osądzania. Wszystkie mamusie spotykają się tam w jednym celu – aby poczuć się lepiej.

W lewym rogu sali zasiadły bobasy, które pod czujnym okiem mam, początkowo bawiły się… (ze sobą? ;p), a następnie rozochocone muzyką rozpełzły po sali – co, zwracając uwagę na dość jednorodne towarzystwo, nikomu nie przeszkadzało.

Tak jak nigdy nie byłam zwolennikiem grupowych zajęć (niestety na maksa gubię się w zsynchronizowanych układach), od teraz nim zdecydowanie jestem. Po pierwsze, pomagają pozostać w formie, poprawiają nastrój, dodają energii, to są też świetną okazją do nawiązania nowych znajomości.

Drogie mamusie, pamiętajcie aby od czasu do czasu zrobić coś dla siebie, ale też dla swojego dzidziusia i partnera. Czy jest coś lepszego dla nich od uśmiechniętej, a nie wkurzonej, zmęczonej mamy? Śmiem twierdzić, że nie (w końcu szczęśliwa mama, szczęśliwe dziecko, a czasem i tata 🙂 ).

A jak jest u Was? Byłyście kiedyś na takich zajęciach? Jestem ciekawa Waszych opinii!

Komentarze

Brak odpowiedzi

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.
Wymagane pola są oznaczone *