CO WARTO OGLĄDAĆ NA NETFLIXIE?

“Jesień w pełni, wielkimi krokami zbliża się zima…” tak zazwyczaj zaczynają się wpisy o serialach i filach. Wiadomo, długie wieczory sprzyjają pielęgnowaniu zespołu couch potato i oglądaniu całej masy seriali ☺ A co jeszcze sprzyja serialom? A na przykład czas oczekiwania na dzidziusia (nadrabianie wszelkich zaległości ;p) Z resztą niezależnie od tego, czy na dzidziusia czekacie, czy nie, musicie zobaczyć ten serial!

Bardzo, bardzo dawno nie było postów ze świeżą porcją filmów i seriali, które polecam. Usprawiedliwienie jest takie, że pracoholik, że mało czasu na pisanie, że zmęczona – ale teraz jestem gotowa grzecznie odpokutować moją małą absencję. Oboje z Brodaczem jesteśmy maniakami filmów i seriali więc jest się czym dzielić.

Uzbierało mi się kilka niezłych propozycji (chociaż obecnie mam głównie ochotę na seriale dla dziewczyn i głupotki w stylu Gossip Grl ;p ). Dziś czas na coś z gangsterskim posmakiem i nasze najlepsze odkrycie ostatnich miesięcy. Jestem fanką klimatycznych, skandynawskich książek, filmów z morderstwem w tle i zagadką do rozwikłania. (Yyy wspominałam kiedyś, że mam bzika na punkcie Skandynawii? ;)) Dziś pragnę zarazić Was serialem quasi kryminalnym, quasi komediowym, który zauroczył mnie do tego stopnia, że obejrzeliśmy jego trzy sezony w dwa tygodnie. Ps. Kocham Netflix za to, że umożliwia binge-watching!

Serial, o którym Wam dziś opowiem, zapada w pamięć do tego stopnia, że podczas codziennych rozmów wspominamy dialogi, czy sytuacje, śmiejemy się na wspomnienie konkretnych scen. To może oznaczać tylko jedno – serial jest bez dwóch zdań wart polecenia!

Jeśli do tego momentu udało mi się utrzymać uwagę fanów filmów gangsterskich, mafii i skandynawskich kryminałów nadszedł czas na wisienkę na torcie ☺ Zapraszam do lektury.

Lilyhammer, norwesko-amerykański serial (jeden ze starszych wyprodukowanych przez Netflix), w którym można się zakochać od pierwszego odcinka. Jest to jedna z pierwszych produkcji, która odniosła sukces nie tylko w Norwegii, lecz również na rynkach zagranicznych, m.in. w USA, Kanadzie, Francji i Wielkiej Brytanii. Dialogi w serialu prowadzone są zarówno w języku angielskim, jak i norweski. Choć dla mnie języki skandynawskie to miód na uszy, nie rozumiem nic a nic ☺ No worries, Netflix wyposażył nas w narzędzia takie jak lektor oraz napisy ☺

Głównym bohaterem serialu jest amerykański Włoch, członek nowojorskiej mafii – Frank Tagliano (w tej roli Steve Van Zandt, którego możecie pamiętać z roli Slivia Dantego z Rodziny Soprano). Frank popada w niełaskę nowego bossa organizacji, który wydaje na niego wyrok. Po nieudanym zamachu na swoje życie decyduje się złożyć zeznania obciążające jego szefa. Przestępca zostaje włączony do programu ochrony świadków. Agenci dają mu prawo wyboru, gdzie chciałby się ukrywać przez resztę swoich dni. Główny bohater mógł schronić się na Florydzie, we Włoszech, w Afryce, ale… kierowany sentymentem wybrał norweskie Lillehammer. Frank oglądał igrzyska olimpijskie w 1994 roku, odbywające się właśnie w tym miejscu, a w jego pamięci miasteczko rysowało się jako raj na ziemi z „czystym powietrzem, białym śniegiem i pięknymi kobietami”. Gdy Frank Tagliano przyjeżdża do Norwegii, przeżywa… szok kulturowy, a my już w połowie pierwszego odcinka wiemy, że nasz bohater nie ma zamiaru przystosowywać się i grać według typowych, norweskich zasad.

W serialu pełno jest inteligentnego humoru (niejednokrotnie płakaliśmy ze śmiechu), stereotypów na temat skandynawskiego społeczeństwa, w krzywym zwierciadle pokazane zostały trudności, jakie na swojej drodze mogą napotykać imigranci, ale też obywatele Norwegii, wszystko to przeplatane jest krótkimi wątkami miłosnymi, dobrą muzyką, gangsterską nutką z mafijnymi porachunkami w tle i pięknymi krajobrazami.

Korupcja, handel alkoholem, morderstwa i brudna gotówka w Norwegii? Otóż to ☺

Jeśli jeszcze nie przekonałam Was, aby wieczorem odpalić Netflixa, to może fantastyczne dialogi, a przede wszystkim genialny Steven Van Zandt w roli głównej to zrobi ☺

Łapcie zwiastun.

 

 

Koniecznie dajcie znać czy zdecydowaliście się obejrzeć ten serial! Ps. Może Wy polecicie jakieś seriale warte uwagi?

 

K.

Komentarze

2 komentarze
carmmel
1 kwietnia 2018 at 01:56

Polecam La casa de papel na netflixie 🙂

1 kwietnia 2018 at 09:11

Już oglądamy 🙂 Brodacz zachwycony ja odpadłam pod koniec pierwszego sezonu, ale może warto dać 2 szansę ? 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.
Wymagane pola są oznaczone *