JOJO MOYES „OSTATNI LIST DO KOCHANKA”- RECENZJA

Kiedy ostatnio napisaliście list do ukochanej osoby? Nie sms, nie email, nie DM na Instagramie, ale wiadomość, na papierze, pisaną odręcznie? Myślę, że jedna na kilkanaście osób czytających ten tekst podniosła rękę. Niestety, sztuka ręcznego pisania listów bezlitośnie zanika. Tak właśnie – w moim mniemaniu jest to sztuka. Umiejętność ubrania emocji w prawdziwe słowa, nie emotki. Przede wszystkim list to coś fizycznego. W nowoczesnej formie komunikacji wszystko „znika”, a odręcznie napisany list jest czymś namacalnym, czego można dotknąć, potrzymać, a nawet przechowywać długie lata. Sama od wielu, wielu lat przechowuję w magicznym pudełku z dzieciństwa, wśród pamiętników i biletów do kina, listy od znajomych. Tak, może nie wyglądam, ale załapałam się jeszcze na epokę korespondowania ze znajomymi i rodziną drogą listowną ☺.

Jojo Moyes w swej powieści „Ostatni list do kochanka” oddaje hołd tej zapomnianej sztuce – sztuce pisania listów miłosnych. „Ostatni list od kochanka” kupiłam, całkiem przypadkowo, w jednym z kiosków, pomiędzy wyborem czasopisma i wody mineralnej. To dopiero pierwsza książka tej autorki, którą przeczytałam, ale już teraz wiem, że sięgnę po resztę pozycji autorstwa Jojo Moyes.

Nie wiem, czy to przez mój obecny stan czy przez to, że Moyes, opowiadając tą historię, nieco zasiedziała się w jej rozpoczęciu, ale … przeczytanie tej książki zajęło mi około dwóch tygodni. Za każdym razem, gdy po nią sięgałam morzył mnie sen. Mimo iż początek nie porwał mnie zupełnie, byłam na tyle zaintrygowana, że nie odłożyłam lektury na półkę. Dopiero mniej więcej od połowy książki wciągnęłam się w nią zupełnie, aby wczoraj w ciągu dwóch godzin zdążyć, zakochać się w niej i przeczytać do końca. Im bardziej zagłębiałam się w historii, tym bardziej mnie wciągała. Czytając ostatnie kartki, byłam już całą sobą zanurzoną w historii bohaterów, przeżywałam ją razem z nimi.

„Ostatni list od kochanka” to historia opisana między innymi w miłosnych listach. Może dlatego książka tak bardzo mnie wciągnęła? Powieść ta, to przeplatające się historie dwóch kobiet, których bliższe poznanie możliwe jest za sprawą rozbicia akcji na dwie główne linie czasowe – teraźniejszość oraz lata sześćdziesiąte minionego stulecia. Uwielbiam, gdy akcja w książkach toczy się dwutorowo, jest to dość intrygujący zabieg, wymagający od nas większego skupienia, a w tym przypadku również przenoszący nas w czasie.

Powieść ta nie należy do wzruszających historii, raczej do tych przygnębiających. Książka opowiada o pracującej w londyńskim wydawnictwie, dziennikarce Ellie. Atrakcyjna, trzydziestoletnia i zaangażowana w relację z żonatym mężczyzną kobieta, szukając inspiracji do napisania artykułu natrafia przypadkowo na ślad burzliwego romansu sprzed lat. Tajemnicze, namiętne i pełne pasji listy, intrygują i budzą w niej mnóstwo emocji do tego stopnia, że postanawia poznać dalszy ciąg losów zakochanej pary. Rozpoczyna podążanie śladami zakazanego związku aby odkryć tajemnicę jego dramatycznego końca.

Dzięki temu poznajemy historię drugiej bohaterki książki– Jennifer. W książce tej co jakiś czas przenosimy się w czasie, do Londynu w latach 60, do czasów gdzie kobiety były dodatkiem do mężczyzny, pozbawione prawa głosu, ograniczone do roli matki i żony, gdy rozwód był hańbą i wykluczał z możliwości uczestnictwa w życiu lokalnej śmietanki towarzyskiej. Właśnie w tych czasach krzyżują się ścieżki Jennifer Stirling i Anthony O’Hare.

Główną bohaterkę poznajemy, gdy budzi się w szpitalu po wypadku samochodowym, którego nie pamięta. Ani jej mąż, do którego nic nie czuje, ani matka nie chcą odpowiedzieć na jej pytania dotyczące wypadku. Jennifer próbując przypomnieć sobie swoje życie i siebie samą sprzed tragicznego zajścia, przegląda swoje osobiste rzeczy. W czasie krzątania się po domu natrafia na ukryte, miłosne listy i orientuje się, że są adresowane do niej, niestety… nie ma pojęcia kim jest ich autor, tajemniczy B. Czy to pod wpływem tajemniczej korespondencji, czy wewnętrznego przeczucia, zaczyna dostrzegać, że w jej życiu coś jest nie tak. Nie odczuwa przyjemności z przebywaniem z dawnymi przyjaciółmi, mimo szczerych chęci, nie czuje nic do swojego męża, cały czas walczy z uczuciem pustki, straty. Obserwujemy jak Jennifer rozpoczyna próby poszukiwania swojej tożsamości, odkrycia przeszłości. Błądzi po omacku, próbuje się dowiedzieć czegokolwiek na temat jej relacji z tajemniczym mężczyzną.

Tymczasem nasza druga bohaterka Ellie, tkwi w dość nieciekawej sytuacji, bo choć ma satysfakcjonującą pracę i przyjaciół, to jej życie uczuciowe pozostawia wiele do życzenia. Uwięziona w toksycznej relacji z żonatym mężczyzną, stara się zająć czymś myśl zagłębiając się w historię tajemniczych kochanków sprzed lat, wspiera ją w tym przyjaciel, Rory, pracownikiem archiwum „Nation”. Razem próbują rozwikłać tajemnicę miłosnych listów.

 

Ekhm… no tak, więcej szczegółów nie mogę zdradzić ☺ Czytając tą książkę, jesteśmy świadkami wielkiej miłości, wielkiego rozczarowania. Przeżywamy emocje bohaterów. Postacie w książce nie są jednoznaczne, trudno jest nam określić kogoś bohaterem definitywnie dobrym lub złym, co sprawia, że lektura jest jeszcze bardziej interesująca.

„Ostatni list od kochanka” to piękna historia o straconych szansach o nieszczęśliwej miłości (którą każdy z nas z pewnością przeżył). Przyznam, że lektura ta zaskoczyła mnie zarówno fabułą, jak i niespodziewanym zakończeniem, które wbiło mnie w przysłowiowy fotel ☺.

Mimo, iż z początkowo trochę mnie nużyła, nie byłam w stanie jej odłożyć – i jak się okazuje, bardzo dobrze! Autorka inspiruje nas do tego, żeby kochać odważnie, by znaleźć w sobie siłę do podejmowania, czasem trudnych i bolesnych, decyzji.

Jaki wpłyną na siebie losy Ellie i Jennifer? Jak zakończyła się historia miłosna sprzed lat?

Drodzy czytelnicy – zaufajcie mi- musicie się dowiedzieć!

Czytaliście „Ostatni list od kochanka”? Dajcie znać w komentarzach 🙂

Komentarze

Brak odpowiedzi

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.
Wymagane pola są oznaczone *